Od Asklepiosa do octu.
Czy znacie mroczną historię Kos z 1893 roku?
Cześć wyspiarze!
Wygrzewając się dzisiaj na pięknych plażach Kos, rzadko myślimy o tym, przez co ta wyspa przechodziła pod koniec XIX wieku.
Dziś zabieram Was w krótką podróż w czasie do 1893 roku, kiedy na Morzu Egejskim strach siała epidemia cholery.
Czy wiedzieliście, że raj, który dziś kojarzymy z beztroskim urlopem, był kiedyś zamkniętą, odciętą od świata twierdzą?
🏝️ Wtedy Kos, będące pod panowaniem osmańskim, znalazło się w samym centrum medycznego alarmu. Choroba szalała w portach Bliskiego Wschodu (tzw. Lewantu), a statki handlowe były jak tykające bomby biologiczne. Władze musiały działać natychmiast, a metody, którymi się posługiwano, z dzisiejszej perspektywy brzmią wręcz niesamowicie!
Chichot historii: Przecież to wyspa boga medycyny!
Najbardziej fascynujące w tej historii jest to, gdzie to wszystko się działo. Kos to przecież ojczyzna Hipokratesa i miejsce, gdzie stał słynny Asklepiejon – starożytne centrum medyczne poświęcone Asklepiosowi (bogu sztuki lekarskiej).
W starożytności pielgrzymi przybywali na Kos, wierząc, że Asklepios uleczy ich we śnie, a kapłani ordynowali im zdrową dietę, czyste powietrze i kąpiele w źródłach termalnych. Co ciekawe, starożytni Grecy intuicyjnie rozumieli znaczenie higieny przy epidemiach. Niestety, ponad dwa tysiące lat później, w 1893 roku, medycyna na wyspie zapomniała o tych genialnych w swojej prostocie zasadach i musiała improwizować w znacznie brutalniejszy sposób.
Kwarantanna na morzu: Żadnego schodzenia na ląd!
W 1893 roku wokół wyspy wprowadzono bezwzględny kordon sanitarny. Statki podejrzane o kontakt z chorobą musiały stać na kotwicy na pełnym morzu przez kilkanaście dni.
Dokumenty pokładowe i listy ze statków nie były przekazywane z rąk do rąk – zanim trafiły do urzędników na Kos, były odkażane dymem z siarki albo moczone w occie. Wierzono, że to zabije „złe powietrze” (miazmaty), które według ówczesnych teorii roznosiło chorobę.
Jak wtedy leczono?
W 1883 roku Robert Koch odkrył wprawdzie bakterię cholery, ale dziesięć lat później na prowincji, takiej jak Kos, nowoczesna medycyna dopiero raczkowała.
Zamiast kroplówek nawadniających stosowano metody, które dziś przyprawiają o zawrót głowy:
Głodówki i laurowa woda:
Chorym odcinano jedzenie, podając im do picia wyłącznie napary ziołowe lub wodę z dodatkami drażniącymi żołądek.
Palenie ubrań:
Wszystkie rzeczy osobiste osób podejrzanych o chorobę były natychmiast palone na brzegu, by „zaraza” nie przeszła na mieszkańców wyspy.
Izolacja w lazaretach:
Chorych natychmiast wywożono do prowizorycznych izolatek poza miastem, gdzie rzadko kto przeżywał, bo brakowało podstawowej wiedzy o konieczności podawania soli i wody.
Sukces rygoru
Choć metody lecznicze były prymitywne, to dzięki całkowitej izolacji wyspy od statków płynących z zarażonych portów Azji Mniejszej, Kos uniknęło masowej katastrofy i gigantycznej liczby ofiar. Surowa dyscyplina portowa uratowała tamtejszych mieszkańców.
Następnym razem, gdy będziecie zwiedzać ruiny Asklepionu albo spacerować w okolicach portu w Kos, pomyślcie o tej niesamowitej klamrze czasu, która spina medyczną historię tej pięknej wyspy!

